Bajki małych melomanów

Krab Klemens

Krab
Klemens
(drewienka)

Orka Iskierka

Orka
Iskierka
(tamburyn)

Rozgwiazda Różyczka

Rozgwiazdka
Różyczka
(trójkąt)

Żółw Teodor

Żółw
Teodor
(bębenek)

Meduza Meluzyna

Meduza
Meluzyna
(grzechotka)

Wieloryb Baltazar

Wieloryb
Baltazar
(janczary)

Pieśń Fal

Rozgwiazda Różyczka - trójkąt | Orka Iskierka - tamburyn | Krab Klemens - drewienka | Żółw Teodor - bębenek

♫ Muzyka: F. Chopin – Walc e-moll op. posth.

W błękitnym oceanie, gdzie fale potrafią tańczyć, a w każdej kropli wody ukrywa się muzyka, na samym dnie mieszkała Rozgwiazda Różyczka. Piasek tam był miękki jak puch i połyskiwał złotem, a każdy dzień zaczynał się od jej śpiewu. Różyczka wierzyła, że fale niosą własne melodie — wystarczy nauczyć się je słyszeć. Pewnego poranka, gdy promienie słońca igrały na muszlach, rozłożyła ramiona ku górze i szepnęła:

— Och! Dzisiaj fale brzmią tak, jakby chciały zatańczyć!

I wtedy stało się coś magicznego. Ocean odpowiedział najpierw cichutkim szmerem, a potem muzyką Walca e-moll Fryderyka Chopina. Melodia była pełna tęsknoty, a jednocześnie lekka jak powiew wiatru. Różyczka uśmiechnęła się, a jej różowe ramiona zadrżały niczym ramiona tancerki.

Żółw Teodor uniósł głowę znad piasku. Jego perłowa skorupa lśniła w migotliwym świetle.

— Ten walc jest z dalekiej Polski — powiedział spokojnie. — Nic dziwnego, że brzmi jak marzenie o domu. Różyczka skinęła lekko. Wzięła do ramion swój maleńki, srebrzysty trójkąt i delikatnie go potrąciła. Zabrzmiał dźwięk jasny jak iskierka światła. W tej samej chwili między falami pojawiła się Orka Iskierka. Skakała wesoło i trzymała w płetwach malutki tamburyn. Kiedy fale dotknęły jej grzbietu, Iskierka zadzwoniła instrumentem lekko, szybko — zupełnie jak taniec drobnych kropelek. Teodor, poruszony melodią, podniósł z piasku mały bębenek. Uderzył w niego powoli i miękko. Bum… bum… bum… Jego dźwięk brzmiał jak spokojne, kołyszące oddechy oceanu. A zza muszelek wyskoczył Krab Klemens. W szczypcach trzymał swoje ukochane drewienka. Stuk! Stuk! Stuk! Wygrywał równy rytm, od którego wszystkim chciało się bujać na boki.

— To Chopin! — zawołał wesoło. — Jego muzyka brzmi jak szept serca!

Wszyscy razem stworzyli niezwykłą podwodną orkiestrę. Trójkąt Różyczki dzwonił jasno i wesoło, tamburyn Iskierki szumiał jak tańczące fale, bębenek Teodora dudnił jak spokojne tchnienie oceanu, a drewienka Klemensa wyznaczały rytm całego morskiego tańca. Walc stawał się coraz cichszy i cichszy, aż w końcu zabrzmiała ostatnia nutka, delikatna jak muśnięcie wody. Cały ocean na moment się zatrzymał. Różyczka opuściła ramiona i roześmiała się radośnie. Czuła, że muzyka jeszcze krąży wokół niej jak małe bąbelki. Teodor odłożył bębenek i zamknął oczy. Iskierka potrząsnęła tamburynem, a Klemens stuknął raz jeszcze:

— Tik! Jak mała muzyczna kropeczka. Od tego dnia wszystkie morskie stworzenia wiedziały, że fale potrafią grać. Trzeba tylko słuchać… nie tylko uszami, ale i sercem.

Muzyka na wodzie

Wieloryb Baltazar - janczary | Rozgwiazda Różyczka - trójkąt | Orka Iskierka - tamburyn | Meduza Meluzyna - grzechotka

♫ Muzyka: Georg Friedrich Handel – „Muzyka na wodzie", Suita nr 3 G-dur: Allegro

Przyjaciele wypłynęli ku powierzchni oceanu. Wśród fal majestatycznie sunął Wieloryb Baltazar. Jego ogromny cień przesuwał się po dnie niczym miękka, falująca chmurka, a on sam poruszał się dostojnie, jak prawdziwy dyrygent prowadzący swoją orkiestrę. Baltazar uniósł ogon i uśmiechnął się szeroko:

— Ooo, znam ten utwór! To „Muzyka na wodzie” Haendla! Dawno temu król Anglii kazał zagrać ją na rzece Tamizie. Orkiestra płynęła na łodziach i grała tak pięknie, że cała woda migotała z zachwytu!

Orka Iskierka aż zapiszczała z radości. Potrząsnęła swoim tamburynem tak, że srebrne brzegi zalśniły jak słońce na falach.

— Na łodziach? To prawie jak my! Tylko my mamy płetwy zamiast wioseł!

Meduza Meluzyna wynurzyła się lekko, jej wstążki falowały jak delikatne jedwabne wstęgi.

— Ja będę grała na morskiej grzechotce — powiedziała mięciutko. — Spójrzcie, jak pasuje do szybkiego rytmu! Szur–szur, szur–szur — brzmiała jej grzechotka, lekka jak skaczące bąbelki.

Rozgwiazda Różyczka rozłożyła ramiona szeroko i chwyciła swój trójkąt.

— Ting! Ting! Ting! — zadźwięczała wesoło. Jej dźwięk był jasny i błyszczący, jak promień światła odbity w wodzie.

Baltazar uniósł ogon jak pałeczkę dyrygenta.

— Zaczynamy, moi mali muzycy fal!

Wszyscy grali razem — radośnie, pewnie i z takim blaskiem, że nawet słońce przystanęło, by ich posłuchać. Iskierka wygrywała żywy rytm tamburynem, Meluzyna szybko szeleściła swoją grzechotką, a Różyczka dzwoniła trójkątem jasno jak iskierki światła. Nad nimi płynął Baltazar, unosząc ogon niczym batutę dyrygenta. Prowadził całą morską orkiestrę dostojnym, spokojnym ruchem. Muzyka Haendla rozbrzmiała w całym oceanie — dostojna, pełna energii i radości. Szybkie fragmenty niosły ze sobą błysk i zabawę, a te bardziej majestatyczne sprawiały, że woda zdawała się oddychać spokojniej, głębiej. A ocean… ocean błyszczał całą sobą, jakby naprawdę tańczył z muzyką Haendla. Fale kołysały się radośnie, woda mieniła się złotymi refleksami, a Różyczka wirowała w rytm suity jak mała różowa gwiazdka. Tak ocean stał się prawdziwą królewską sceną. A „Muzyka na wodzie” Haendla — pełna splendoru, światła i tanecznej energii — unosiła się nad falami niczym złota korona.

Figle Bąbelków

Wieloryb Baltazar - janczary | Rozgwiazda Różyczka - trójkąt | Meduza Meluzyna - grzechotka

♫ Muzyka: Jan Sebastian Bach – „Badinerie” z Suity orkiestrowej nr 2 h-moll BWV 1067

Ocean wyciszył się na krótką chwilę, jakby wstrzymał oddech. Fale delikatnie kołysały się na powierzchni, aż nagle przez wodę przebiegła szybka, migocząca melodia.

Była jak błysk — jak mała rybka mknąca z zawrotną prędkością między rafami. To „Badinerie” Jana Sebastiana Bacha — utwór figlarny, pełen energii i muzycznych żartów. Melodia była tak żywa, że bąbelki powietrza zaczęły wesoło unosić się ku powierzchni, jakby nagle ożyły. Najpierw pojedyncze, potem całe ławice — małe, zwinne, tańczące. Tworzyły spirale, koła, wiry. Cały ocean zaczął drżeć od ich radosnego tańca.

Wśród tych bąbelkowych psot przepływał Wieloryb Baltazar, który tym razem poruszał się z nadzwyczajną lekkością. Przy każdym jego ruchu janczary brzmiały jak szybkie, jasne krople spadające na wodę. Ich rytm doskonale komponował się z żywiołowością utworu.

Niedaleko niego wirowała Meduza Meluzyna, której delikatne macki wyglądały jak srebrzyste smugi. W dłoni trzymała grzechotkę, a jej drobny dźwięk przypominał szelest płetwy przecinającej wodę. W rytmie „Badinerie” poruszała się zwinnie, prawie jak kropla światła sunąca przez wodę.

Na małej fali unosiła się Rozgwiazda Różyczka, której trójkąt grał jasnym dźwiękiem. Każde jego „ding” było jak błysk iskierki przeskakującej z fali na falę. Jej dźwięki dodawały muzyce blasku i zabawnego połysku, jakby bąbelki miały własne dzwoneczki.

Wszędzie dookoła trwał prawdziwy taniec bąbelków.

Małe bąbelki podskakiwały w rytmie, większe kręciły się w kołach, ścigały się jak wirujące nutki na pięciolinii. Melodia Bacha była szybka, niespodziewana, pełna zwrotów i bąbelki doskonale ją rozumiały.

Baltazar płynął przez ich wirujące ławice, a janczary błyszczały przy każdym obrocie. Meluzyna trzepotała grzechotką tak miękko, jakby powietrze w wodzie śmiało się wraz z nią. Różyczka, choć spokojna, nadawała całemu tańcowi błyszczące punkciki.

W kulminacyjnym momencie „Badinerie” bąbelki zaczęły wirować tak szybko, że stworzyły ogromną spiralę rozciągającą się od dna aż po powierzchnię. A potem — tak szybko, jak melodia się zaczęła — ostatnie bąbelki cichutko pękły na powierzchni.

Ocean znowu spowolnił, jakby uśmiechał się po udanym psikusie.

Tak zakończył się taniec bąbelków — figlarny, lekki, pełen muzycznych żartów Bacha. Przyjaciele unieśli się spokojnie, czując w sercach radosne drżenie, które zostaje po zabawie. A ocean… jakby czekał na kolejną melodię, by znów zatańczyć.